....and a new love has come.... 2006-04-15 13:39:25
i każdy normalny i zrównoważony człowiek byłby szczęśliwy...ale nie jestem...zrównowazona...
znowu widzę tysiące przeszkód ,miliony naprzeciw a po drodze prawie nic...oprócz egocentrycznej potrzeby brania dla siebie jak najwięcej nie pojawia się nic innego...kocham jak mnie rani kocham gdy krzywdzi...
kocham gdy jest dla mnie dobry....gdy się bezpiecznie czuję...
...ale nie potrafię zrezygnować ze swojego życia , stylu funkcjonowania i tego słodkiego pędu i ciśnienia dnia codziennego............and............ 2005-12-11 22:31:25
Z drugiej strony ciągle istnieje indywidualność , coś co hamuje przed otworzeniem siebie, oddaniem tego co mamy najcenniejsze, najskrytsze , najintymniejsze...
w takim bezsensownym rozdarciu ani przygodny seks, ani próba wiązania się nie zwyciężą..pytanie nasuwa się następujące- jak i skąd wiedzieć w którą stronę pomaszerować??
zostawić siebie czy zostawić partnera??gdzieżeś uciekł mój rumaku? 2005-11-01 16:05:06
bardzo mi przykro ale ja się czuję tak jakbym ciągle się uczyła, odkrywała i poznawała...mężczyzn rzecz jasna...
nie śpieszy mi się do pięknego obrazka z ramki pod tytułem: szczęśliwe małżeństwo...
jednocześnie nadal marzę i karmię się idealistycznymi marzeniami
o WAS PANOWIE!
w mojej głowie zdecydowanie funkcjonuje stereotyp księcia na białym koniu i mnie samej w roli księżniczki...jedyne czego się tak naprawdę obawiam to...że pozostanie to jedynie ideałem a życie (jak zwykle)zweryfikuje takie wyobrażenie ale też po raz kolejny udowodni że sama święta nie jestem...sweeeeeet kisssesssss........................ 2005-10-30 13:16:58